Idą zmiany, ale tworzenie zostaje

Tworzenie nie jest stałą, którą dostaliśmy od kogoś raz na zawsze. Jest to coś, co za każdym razem musimy odszukać w sobie, wydobyć na zewnątrz i pokazać światu. Wydawałoby się, że trzeba mieć nieskończoną ilość pomysłów albo kreatywną duszę albo mrówczą pracowitość. Ja uważam zgoła inaczej… moim zdaniem wystarczy chcieć coś tworzyć i intensywnie o tym myśleć, reszta przyjedzie sama. Czasami przychodzi po dłuższym czasie, a czasami wręcz od razu. A nie przychodzi tylko w wtedy gdy nie chcemy żeby przyszło.

Tworzenie daje też olbrzymią satysfakcję, to zdanie powtarza się na moim blogu niemal w każdym poście, ale nie jest to dla mnie szczególnie dużym problemem ponieważ kryje się w nim sama prawda. I zrozumie to tylko ten, kto sam spróbował kiedyś coś zrobić a nie tylko kupić gotowe. Jest całkiem sporo osób wśród nas, którzy szczycą się tym, że jest ich na coś stać. Dla mnie prawdziwą miarą człowieka jest to co tworzy wokół siebie a nie ile rzeczy może kupić.

Tworzenie wymaga również cierpliwości, wytrwałości i otwartości na zmiany. Zrozumienia, że twórczość jest drogą a nie celem. Że dzięki niej może powstać coś pięknego, przy akceptacji naszej niedoskonałości. Bo jak często zdarzyło Wam się zrobić za pierwszy razem coś co nie budziło żadnych zastrzeżeń. Mi… nigdy. Ale sytuacja zmienia się diametralnie gdy robisz coś drugi lub trzeci raz.  Choć moje doświadczenia mówią, że to czwarte jest zawsze najbardziej zbliżone do ideału.

Musicie też wiedzieć, że pod pojęciem mojego tworzenia kryje się zdecydowanie dużo więcej niż tylko rękodzieło, szydełkowanie, makramowanie i hand made. Jestem też twórcą internetowym a to oznacza, że mam całkiem sporo technicznej pracy przy tworzeniu bloga, kanały na YouTubie i mediów społecznościowych. Co, niestety, przychodzi mi z większą trudnością niż szydełkowanie 😉 Ale jako, że traktuję to poważnie, i nie będę ukrywać, jest to pomysł na moją dalszą drogę zawodową, to na blogu będą pojawiać się zmian, o których niedługo się dowiecie. Na razie jestem w trakcie tworzenia i potrzebuję trochę czasu żeby pokazać Wam moje nowe pomysły. Dlatego chwilowo na blogu będzie mnie mniej, w tej wersji dla Was widocznej oczywiście. Bo w wersji „od zaplecza” będzie mnie bardzo dużo bo blog czeka przebudowa i to gruntowna. Tyle na razie mogę Wam powiedzieć. Resztę poznacie za jakiś czas i w cale nie będę musiała o tym mówić… będzie to widać na pierwszy rzut oka 😉

A na osłodę przygotowałam Wam posta o kolejnej (z)ręcznej lampie, którą przygotowałam na specjalne zamówienie. Poniżej możecie przeczytać parę słów o tym jak powstawała i zobaczyć zdjęcia tego jakie makramowe cudo mi wyszło 🙂

 

 

Taki abażur został do mnie dostarczony przez moją klientkę. Ustaliłyśmy, że moje (z)ręczne dzieło będzie w kolorze czarnym. Także zakupiłam sznurek bawełniany od Bobbiny (najlepszy na rynku, pochodzący z recyklingu, bez sztucznych dodatków)…

 

 

i przystąpiłam do (z)ręcznego dzieła. Na pracę miałam przeznaczone dwa tygodnie ponieważ stworzenie takiej lampy wymaga sporo czasu. W tym przypadku było mi o tyle łatwiej, że wzór miałam już gotowy, wystarczyło tylko dopasować go do abażuru. No i pogada sprzyjała mojemu pleceniu… początek lata i sezon na truskawki dodały sporo werwy do makramowania 😉

 

 

 

A ostatecznie lampa wyszła tak 😉

 

 

I bez fałszywej skromności powiem Wam, że wszystko tutaj się zgadza 😉

 

 

Do kompletu dorobiłam również czarny makramowy kwietnik i poduszkę.

 

 

Zarówno poduszka jak i kwietnik są do kupienia (kwietnik 49 zł a poduszka 79 zł, kontakt: poczta@zrecznedzielo.pl)

 

 

 

Ale lampa najpiękniej prezentuję się wieczorem czyli wtedy kiedy ma być naprawdę użytkowana. Makramowe sploty, które tworzą przepiękną grę światła dają absolutnie fenomenalny efekt, który mogę reklamować i promować do bólu bo to coś naprawdę unikatowego 🙂

 

 

Zainteresowanych zakupem takiego (z)ręcznego dzieła zapraszam do kontaktu pod adresem poczta@zrecznedzielo.pl

Ta konkretnie lampa kosztowała 300 zł (+20 zł koszty przesyłki), była to cena niższa niż standardowo ponieważ abażur dostarczyła do mnie klientka.

Oczywiście mam świadomości, że dla niektórych może to być „drogo” ale moja praca + ilość sznurka +unikatowość lampy  nie może być wycenione niżej 🙂

Ci z Was, którzy stworzyli kiedyś coś sami, zrozumieją 😉