czyli co (z)robić żeby nie (z)wariować ;)

Ostatnia (z)ręczna chusta w tym sezonie

Chustę, którą chciałabym dzisiaj Wam pokazać, zrobiłam jakiś czas temu i miałam obawy czy zbliżająca się wiosna na pewno pozwoli mi Wam ją jeszcze pokazać. No bo przecie bez sensu jest robić posta z ciepłą, wełnianą chustą, gdy na dworze jest 17 stopni, piękna słoneczna pogoda a wszyscy dookoła marzą tylko o tym aby ciepłe czapki i szaliki schować na samo dno szafy. Jednak pogoda okazała się wyjątkowo łaskawa dla moich potrzeb i ostatnio zrobiło się przedwiośnie z prawdziwego zdarzenia. Wietrznie, słonecznie i pochmurno na przemian, trochę śniegu trochę deszczu jednymi słowy… kwiecień plecień.

Także w takich miłych okolicznościach przyrody (i niepowtarzalnych) przedstawiam Wam moje kolejne (z)ręczne dzieło… chustę, wykonaną przeze mnie, na szydełku. Robiłam ja dość długo bo w każdej wolnej chwili matki dwójki dzieci… czyli średnio dwa razy w tygodniu po 15 minut. No i jeszcze wieczorami gdy nie oglądałam z mężem Bonda 😉 Tak na marginesie… postanowiliśmy odświeżyć sobie cała bondowska kinematografię, i w towarzystwie czerwonego wina i rożnego rodzaju przekąsek zdarza nam się spędzić pół nocy 😉

Ale do brzegu… chusta jest bardzo ciepła i taka trochę włochata 😉 idealnie pasuje do nowej ramoneski i super sprawdza się na spacerach z moimi dziewczynami nad morzem. Miałam też okazję wypróbować ją podczas mojego pobytu w Poznaniu gdzie brałam udział w warsztatach zorganizowanych przez Pepco i Twoje DIY. Idealnie ochroniła mnie przed poznańskim wiatrem.

A jak się sprawuje zobaczcie sami 🙂 Przy okazji możecie mnie zobaczyć w wersji “bardziej pokręconej'”

 

Chusta jest już zaopatrzona w metkę (z)Ręczne Dzieło 🙂

W sesji uczestniczyła oczywiście moja mała modelka 😉

Mam nadzieję, że chusta przypadnie Wam do gustu tak jak mi 😉

 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.