czyli co (z)robić żeby nie (z)wariować ;)

Kolejne (z)ręczna torebka

Nie ma co ukrywać, zdecydowana większość (bo nie twierdzę, że total) nas, dziewczyn, lubi się wylaszczyć. Są takie wieczory, czy okazje w naszym kobiecym życiu, że mała czarna i szpilki są absolutnie koniecznie! I wcale nie po to, żeby zrobić wrażenie! Bardziej po to, żeby poczuć się kobietą z krwi i kości 😉

Tak było w moim przypadku, w ostatnią sobotę karnawału (anno domini). Razem z mężem dostaliśmy zaproszenie, od naszych przyjaciół, na bal ostatkowy. Ale taki wiecie… w ekskluzywnym hotelu, z orkiestrą na żywo, gorącymi daniami i zimnymi przystawkami oraz aukcją charytatywną na rzecz chorych dzieci. Crema de la creme wśród wszystkich imprez. No i coś czego bardzo potrzebowałam.

Sami wiecie, część z doświadczenia a reszta z mojego (i nie tylko) bloga, jak wygląda poczciwy żywot matki na pełny etat. Poranny make up kończy się na płynie micelarnym, strój of the day to dres i wygodna bluzka (nawet  jak ktoś zapowiada się z wizytą to ubierasz taki lepszy dres, po prostu), a “fancy” okulary zamieniasz na soczewki bo tak jest wygodniej! Szpilki i czerwona szminka to ostatnia rzecz, o której myślisz będą na placu zabaw ze swoją dwulatką, której upodobania co do zabawy zmieniają się prędkością światła. Dlatego też z wielką niecierpliwością czekałam na  “ten” wieczór… a w zasadzie dzień. Bo przygotowania trwały od bladego świtu, z pełnym namaszczeniem i egzaltacją 😉 Najpierw fryzjer i loki zakręcone na całej głowie (moja super fryzjerka zrobiła to tak, że loki trzymały mi się jeszcze na drugi dzień), później make up i pół dnia pogaduch z przyjaciółmi. Dzieci (i ich, i nasze) zostały z dziadkami a my wczuliśmy się w klimat piosenki… “wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni” i wróciliśmy do domu o 5:30 rano 🙂 🙂 🙂

Zdradzę Wam jeszcze jeden detal i więcej nie przynudzam wzlotami matki-wariatki 🙂 Na imprezę postanowiłam zrobić sobie torebkę. Dokładniej… uplotłam sobie makramę, z której zrobiłam torebkę. Ale po kolei…

 

 

Najpierw kupiłam sznurek do makram z Bobbiny… czarny ze złotą nitką. Jak tylko zobaczyłam go pierwszy raz od razu wiedziałam, że muszę mieć z niego torebkę.

 

Pisałam już nie raz o sznurkach od Bobbiny ale są naprawdę warte swojej ceny. To bardzo dobra jakość, pochodząca z recyklingu i wyprodukowana w Polce.

 

Obliczyłam “na oko” ile sznurka będę potrzebować i przystąpiłam do (z)ręcznego dzieła 🙂

 

 

No i o to proszę… tak wyglądał mój zestaw na bal ostatkowy 🙂

 

 

Zaczepy na pasek zrobiłam z kolczyków… nie miałam nic innego pod ręką 😉

 

 

   Nie będę ukrywać, że już dawno nie usłyszałam tylu komplementów co tej nocy 🙂

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.